Dwudziestego września w mglisty poniedziałkowy poranek grupa dwudziestu czterech uczniów klas drugich liceum „obrała kurs” na Wierchomlę. Tak rozpoczynał się drugi wyjazdowy Obóz Naukowy realizowany w ramach projektu EFS w Zespole Szkół Ogólnokształcących w Pawłowicach.
A później to tylko podróż krętymi drogami Beskidów, zakwaterowanie w znanej nam już z wcześniejszego pobytu Wiktorowej Chacie i praca. Zadania jakie zostały postawione przed uczestnikami podzielone zostały przedmiotowo: biologia (pod przewodnictwem p. Węglarz-Wieszołek) - rozpoznawanie miejscowej fauny i flory, chemia (pod okiem p. Haraś) - badania jakości wód, fizyka (pod nadzorem p. Gryboś) - pomiary natężenia hałasu i geografia (pod baczeniem p. Telegi) - ćwiczenia meteorologiczne, nad całością czuwała p. Młotek- koordynator projektu.
Ale nie tylko pracą człowiek żyje, Stary Sącz przywitał gościnnym rynkiem otoczonym malowniczymi kamieniczkami i ulicą do klasztoru Klarysek wysłaną kocimi łbami znad których spoglądały domki w czapach wielkich pochyłych dachów. Trochę uśpione, trochę zagubione jakby schowane pomiędzy wzgórzami miasteczko, gdzie czas płynie swoim niezmiennym od wieków rytmem a nad wszystkim czuwa święta Kinga pilnująca starej lipy na dziedzińcu klasztornym.
Krynica - gwarna, ze swym uzdrowiskiem, willami, pensjonatami i sanatoriami to już inny obrazek. Nazywana „perłą polskich wód” położona w ciasnej malowniczej dolinie u zbiegu Kryniczanki i Palenicy ma swoisty urok, choć na próżno dziś szukać Kiepury czy Nikifora. Żeby ją obejrzeć najlepiej wspiąć się na Jaworzynę lub pospacerować po deptaku, żeby ją poczuć trzeba cicho przycupnąć na ławce i długo patrzeć przez zmrużone oczy.
No i jeszcze Tylicz, niby wieś a jakby miasteczko, niby ciekawy a spowity w nudzie, urokliwy, malowniczy zaczęty a niedokończony. Miejsce w sam raz stworzone po to by przez chwilę odpocząć po trudach górskich wędrówek.
Widoki Beskidu Sądeckiego z Jaworzyny Krynickiej i Hali Łabowskiej, zachód słońca nad Piwniczną i Łomnicą, panorama Tatr o poranku spod Bacówki nad Wierchomlą - to atrakcje które przypadły w udziale tym co nie szczędzili nóg. Wieczorami czas upływał przy ognisku na pieczeniu kiełbasy i smażeniu jajecznicy z maślakami zebranymi podczas marszu na orientację. Aż żal było wracać, co niestety musiało nastąpić. Rozstaliśmy się w tym samym miejscu z którego pięć dni wcześniej w pewien mglisty poniedziałkowy poranek...